Kategoria: (NIE)O sztuce, Panars
„Nie(zła) sztuka II – czyli kolejna dawka absurdów”
Nic nadzwyczajnego – łgać. Ludzką rzeczą jest kłamać, naciągać prawdę lub nie mówić wszystkiego, zazwyczaj po to, by coś zataić, wyolbrzymić czy umniejszyć, lepiej przedstawić lub gorzej. W miarę jak rozwijał się człowiek, ewoluowało razem z nim kłamstwo: od naiwnego i niesfornego, do wyrafinowanego i wyrachowanego; i jak każda dziedzina ludzkiego życia, ktoś musiał się w niej wyspecjalizować. Tak powstał zawód – polityk.
To politycy uczynili z kłamstwa swojego rodzaju sztukę – nie do końca dla niej samej. Obietnicami malują – swoim potencjalnym wyborcom – wykwintne obrazy lepszego życia, pewną wargą i ozorem kreślą cudowne wizje dostatku i dobrobytu, dają popis fantastycznym i odważnym eskapadom wyobraźni, zręcznie wkomponowując swoje groteskowe brednie w równie irracjonalną rzeczywistość o odcieniu szarości i smaku marazmu. Ich sztuka – targana zmiennymi nastrojami przeciętnych koneserów – brutalnie wyrasta z naiwnych oczekiwań oraz marzeń elektoratu, który mimo wszystko zdaje sobie sprawę, że za pstrym płótnem frazesów nie kryje się zbyt wiele. Ludzie coraz mniej chętnie wysłuchują zmysłowych i melodyjnie brzmiących „kompozycji” deklaracji, zapewnień i obietnic oraz „wariacji” wzajemnych obelg i oskarżeń.
Opinia publiczna nie zawsze jest łaskawa i bywa bardzo krytyczna dla swoich „artystów”. Politycy jednak, nie zważając na głosy dezaprobaty, dalej tworzą swoje awangardowe komedie grozy, komiczne wizerunki władców i niespełnionych romantycznych bohaterów, ciągle kreują i wznoszą bastiony ułudy, fechtując przy tym słowem jak cepem.
Życie jest piękne – ktoś kiedyś powiedział; chyba nie wiedział, że może być piękniejsze. I właśnie to jest celem prawego polityka w sztuce kłamstwa – upiększanie nam tego życia, „by żyło się lepiej”, a nawet „4 razy tak” niż się żyje – w myśl haseł wyborczych jednej z polskich partii.
Kategoria: Codzienność, Panars
Pogodny zmierzch przekwita pióropuszem jaskrawego jądra dnia – stopniowo zanurzającego się w horyzoncie wieczoru, który sprawia wrażenie wielowarstwowej przestrzennej struktury – by uwznioślić kres mijającej doby, jednej z wielu. Nic wyjątkowego, a mimo to ujmuje serce większości ludzi patrzących w oblicze, niemalże wiecznego, płonącego olbrzyma. Zjawisko podkreśla uniwersalny problem ludzkości – przemijanie – i chyba ta świadomość spotęgowana pięknem odbieranych bodźców, wzmaga estetyczne doznania. 