Kategoria: Polecani twórcy | Trackback: Link | Autor: Michał.Ż
No, i wpadliśmy – stało się! – jak to zwykle bywa przy braku odpowiednich zabezpieczeń w tego typu ekstremalnych operacjach poszukiwaczy doznań estetycznych na ślad legendarnego Czerwonego Barona. Jak się okazało jego znamienitym pilotem jest owiany akwarelową mgiełką tajemnicy Pan Grzegorz Chudy.
Podążając tropem jego podniebnej eskapady natrafiliśmy najpierw na przejmujący pejzaż Finistere i samotnie spacerującą kobietę.Stonowane barwy, wręcz w niektórych miejscach brunatne, wydają się oddawać mroczną historię przedstawianego miejsca. Widniejąca osamotniona postać zdaje się czegoś szukać. Może ma to związek z czerwonym kawałkiem materiału przez nią trzymanym? Szuka szczęścia, które uleciało jej jak ten balon? Odebranego zakrwawionego szczęścia, które zginęło w walce i utonęło w morzu złamanych ludzkich źdźbeł? Tak, tak, to był „Obraz z bunkrem”.
Przemierzając przestrzenie zgodnie z tym śladem, dotarliśmy, gdy już zaczęło zmierzchać, w jakiś nieznany zakątek Bretanii opatrzonej oficjalnie kryptonimem „Finistere 3”. Nie wiedzieliśmy czy odnaleziona para ludzi zmierzała w stronę Słońca czy podążała za Czerwonym Baronem. Wydaje się, że pospołu razem ze Słońcem ogrzewa ich miłość, osadzoną w ponurym świecie jak te dwa kamienie, które są szargane kapryśną pogodą losu. Robiło się coraz ciemniej.
Szliśmy za nimi, aż zapadł zmrok. Szara rzeczywistość niemalże wchłonęła śledzonych. Początkowo nie byliśmy pewni kogo widzimy, lecz potem nie mieliśmy już wątpliwości – byli to „Zakochani” Ich sylwetki ledwo widoczne, zlewają się w bezosobową amorficzną papkę przestrzeni i moloch niewyraźnych niepewnych konturów. Łatwo się zgubić, łatwo ich zgubić. Tylko wątłe światełka podjęły walkę, wspierając Czerwonego Barona jarzącego się w sobie właściwy sposób, i zaczęły tak jak on wytyczać szlak ku radości. Nie wiedzieliśmy dokąd nas to zawiedzie. Droga zdawała się nie mieć końca.
Wreszcie po długich poszukiwaniach, znaleźliśmy się „Nad dachami Sieny”. Czerwony Baron odnalazł swoją różnobarwną flotę powietrzną. Zatem przez cały ten czas i on szukał czegoś. Teraz ta pogodna flotylla rozchmurza ociężałe chabrowe niebo. Jak dobrze byłoby, gdyby każde miasto miało taką własną pogodną eskadrę.
Jednak, ta akwarelowa podróż się nie kończy. Właściwie to dobrze, bo chcemy w niej uczestniczyć i w innych – jeśli tylko nadarzy się takowa okazja, a Panu Grzegorzowi życzymy udanych twórczych wojaży.
Portfolio