Kategoria: Codzienność, Panars | Trackback: Link | Autor: Michał.Ż
Pogodny zmierzch przekwita pióropuszem jaskrawego jądra dnia – stopniowo zanurzającego się w horyzoncie wieczoru, który sprawia wrażenie wielowarstwowej przestrzennej struktury – by uwznioślić kres mijającej doby, jednej z wielu. Nic wyjątkowego, a mimo to ujmuje serce większości ludzi patrzących w oblicze, niemalże wiecznego, płonącego olbrzyma. Zjawisko podkreśla uniwersalny problem ludzkości – przemijanie – i chyba ta świadomość spotęgowana pięknem odbieranych bodźców, wzmaga estetyczne doznania.
Końcowi dnia zwieńczonego laurem ciemniejących zwielokratniających się róży – tonących przez fiolety i purpurę, ginących w granacie i czerni nocy – towarzyszy uczucie przebytej doby – jakby dobrze wykonanej roboty oraz zasłużonego po niej wypoczynku – i jednocześnie poczucie kresu czegoś nieokreślonego, prawie namacalnego. Doświadczenie w ogóle „końca” ma w sobie coś niewyjaśnionego, jakiś swoisty mistyczny wymiar –metafizyczny charakter śmierci.
Niezliczone fotografie i malarskie obrazy utrwalają te zjawisko. Czerwona kropka, płynne tonalne przejścia pomiędzy najjaśniejszymi barwami a najciemniejszymi – najbardziej oddalonymi od źródła światła, stanowią jeden z najczęściej rejestrowanych przez człowieka motywów. Ktoś by powiedział: nie ma w tym nic oryginalnego, żadnego polotu, ciągle to samo, nieustannie gdzieś ktoś w filmie czy w galerii molestuje zachodem słońca, gwałci słownie liryzmem tej „ulotnej chwili”. Czy zachody są pospolite w sztuce? Może już dawno się przejadły? Czy w zachodach nie ma już nic wyjątkowego?
Pytania to zrodziły się po jednej z konstruktywnych dyskusji.
Rzeczywiście, prawdopodobnie każdy gdzieś tam ma zdjęcie zachodu, widział obraz przedstawiający tę unikalną chwilę – jedynie w odniesieniu do pozostałych momentów dwudziestoczterogodzinnej doby. Mnóstwo tego w sztuce, w życiu. Jednak czy fakt częstości uwieczniania zachodu słońca ma dyskredytować jego walor estetyczny i zradzające się, wskutek odbierania wrażeń wizualnych, emocje i refleksje? Może to nie zachód słońca jest banalny, a jedynie sposób ujmowania i postrzegania tego fenomenu? Może to percepcja większości społeczności jest przeciętna? Zmierzch nie musi oznaczać końca, to też forma początku. Analogicznie wschód jest końcem nocy, a początkiem dnia. Wschody są o tyle oryginalniejsze od zachodów, że nie są tak często uwieczniane; pewnie dlatego, że trzeba odpowiednio wcześnie wstać. Należy jeszcze jednak zwrócić uwagę na to, że oba fenomeny są do siebie podobne, tylko różnica tkwić może w jednym: w wywoływanych emocjach. Najczęściej wschód kojarzy się z początkiem czegoś nowego jeszcze nieznanego, zaś zachód – z końcem, równie nieostrym jak ów początek.
Umiejętność innego spojrzenia na dość powszechne – bo w zasadzie codzienne – zjawisko, może uczynić nawet najbardziej oklepany motyw czymś wyjątkowym, unikalnym i zachwycającym. Ale czy dbamy jeszcze o takie umiejętności w dzisiejszym świecie ?